Nie pisałem, bo moje życie się zmieniło dość diametralnie. Teraz żyję w Warszawie. A raczej żyjemy, bo rozpocząłem życie z R. Jestem z nim szczęśliwy, pomimo jakiś tam sprzeczek, które mają miejsce od czasu do czasu.
Tak więc mieszkam z R. jest moją powierzchnią po której się przemieszczam od wakacji do dzisiaj. Ciągle ze sobą, w pracy, w domu, na zakupach. Nie, nie jestem nim znudzony, mimo, że zazwyczaj przewiduje to co chce powiedzieć i wiem o czym myśli. Ale czy nie ma większego zaskoczenia, kiedy okazuje się, że Twój ukochany myśli o całkiem czymś innym, że tak naprawdę nie znasz go tak jak myślałeś?
Czemu czasami obawiam się, że coś tak mocnego i trwałego jak nasz związek, może nagle pokruszyć się jak pergamin mający kilka tysięcy lat (w jednej chwili, nie odwracalnie)?
Czemu ona ciągle od samego początku trzyma się moich myśli? Czy to bramka bezpieczeństwa, taka w stylu: A widzisz! Coś czułeś! Coś Ci mówiło, że to nie to, a Ty się tylko przywiązałeś do niego, dlatego tak cierpisz, to tylko przywiązanie.
Po co mi takie zabezpieczenie?
Po co mi te obawy?
Czemu tak długo nie oddawałem się myślą wypisując tutaj te wszystkie banały.
-
damn it!:
-
gaylover's:
-
Krzysztof...:
Pokaż wszystkie (3) ›